Megaterroryzm

czwartek, 23 grudnia 2010

Informacje, które ujawnione zostały przez WikiLeaks w połowie grudnia dotyczą co prawda 2006 r., ale rzucają interesujące światło na próby wykorzystania przez organizacje terrorystyczne z regionu Kaszmiru taktyki megaterrorystycznej. W depeszy z 24 maja 2006 r. (a więc na ponad 2 lata przed zamachem w Bombaju) amerykański ambasador w New Dehli donosił o rosnącym zainteresowaniu Indiami ze strony Al-Kaidy oraz organizacji z nią współpracujących (wspomniano w szczególności o Dżaisz-i-Mohammed i Laszkar-i-Taiba). Jedną z przesłanek prowadzących do takiego wniosku było oświadczenie Ajmana al-Zawahiriego, z którym twórcy depeszy się zapewne zapoznali. Al-Zawahiri uznał bowiem Indie za głównego sprzymierzeńca Zachodu, a zatem jednego z głównych wrogów dżihadystów. Od władz indyjskich otrzymano nieoficjalne informacje wskazujące iż pakistańskie służby ISI weszły w kontakt z grupami dżihadystów związanymi z Al-Kaidą i będą je próbowały wykorzystać w konfrontacji z Indiami.

Wśród wielu wątków pdzwierciedlownych w depeszy, które poruszono w dyskusjach z przedstawicielami władz indyjskich znazła się kwestia bioterroryzmu. Indyjski wywiad miał bowiem zdobyć informacje świadczące o tym, że przedstawiciele organizacji terrorystycznych  związanych z Al-Kaidą próbowali zwerbować naukowców, którzy zajmowali się badaniami biotechnologicznymi. W depeszy nie pojawiły się jednakże żadne inne wskazówki, które mogłyby prowadzić do konkluzji o znaczącym zagrożeniu atakiem bioterrorystycznym w najbliższej przyszłości. Z taktycznego punktu widzenia użycie przez terrorystów takiego typu broni byłoby wysoce efektywne i podobne próby z całą pewnością będą podejmowane.

W ostatnich dniach agencje informacyjne doniosły, powołując się na materiały udostępnione przez WikiLeaks, iż istniało w pierwszej połowie 2010 r. poważne ryzyko proliferacji zagrożenia megaterroryzmem. Dokładne przestudiowanie ujawnionej depeszy ambasady USA w Jemenie prowadzi jednak do konkluzji zupełnie przeciwstawnych. W depeszy datowanej na 9 stycznia pojawiają się co prawda niepokojące fakty. Jej nadawcy ustalili m.in., iż budynek Państwowej Agencji Energii Atomowej, w którym mogą znajdować się materiały radioaktywne pozostawał od 30 grudnia 2009 r. bez jakiejkolwiek ochrony, a nawet monitoringu (od około 6 miesięcy nie działała kamera monitoringu przemysłowego). Wedle danych, którym dysponował nadawca, w budynkuku tym mołgy być przechowywane niewielkie ilości materiału rozszczepialnego wykorzystywanego przez lokalne uniwersytety (do badań naukowych) oraz lokalne firmy branży wydobywczej. Po 30 grudnia mogły one dostać się w ręce przestępców (być może nawet terrorystów z AKPA). Niepokoje te rozwiał jednak jemeński minister spraw zagranicznych Abu Bakr al-Kirbi, który podczas rozmowy z ambasadorem amerykańskim w Jemenie oświadczył, iż wszelie "radioaktywne śmieci" zostały zawczasu wysłane do Syrii.

Nie wydaje się jednak prawdopodobnne, iż terroryści będą w najbliższym czasie chcieli wejść w posiadanie materiału roszczepialnego. Próby takie były co prawda przez dżihadystów podejmowane tuż po zamachach z 11 września 2001 r., ale zakończyły się fiaskiem. Z taktycznego punktu widzenia użycie broni radiologicznej jest mniej efektywne niż biologicznej czy nawet chemicznej. Ryzyko wykrycia takich materiałów przez odpowiednie służby zwalczające zagrożenie megaterrorystyczne zaś dość duże.